W czasach kiedy ten wiersz powstał, Napoleon Bonaparte łudził Polaków odtworzeniem Ojczyzny, ale cynicznie używał ich jako przysłowiowe mięso armatnie. Walczyli za niego w Hiszpanii, we Włoszech, na San Domingo, ale kiedy tworzył Księstwo Warszawskie, to nie chciał jego granicami urazić cara.
Nie nauczono nas, że ten Korsykanin, bo nie był Francuzem, był francuskim nacjonalistą. Jak 100 lat po nim pewien zakompleksiony Austriak. We francuskiej armii marszałkami mogli być wyłącznie Francuzi, choćby nawet durni. Kiedy wyruszał w 1812 roku z Wilna przez Smoleńsk na Moskwę, drogą dobrze znaną Polakom z wyprawy na Moskwę 200 lat wcześniej, polscy generałowie ostrzegali, że rusza zbyt późno i zima go zatrzyma zanim do Moskwy dotrze. Zignorował. Kiedy polscy wojskowi radzili artyleryjskie konie podkuć na wzór polski, a nie francuski. Zignorował. Ale kiedy plany się waliły, nakazał do każdego sztabu przydzielić polskich oficerów, bo nie dosyć, że znali języki, to jeszcze mieli orientację w terenie. Jednak było już za późno.
Car Aleksander I, o którego geniuszu wojskowym niewiele nas uczą, ograł Napoleona jak dziecko. Skorzystał z mądrości azjatyckiej i wykorzystał przestrzeń i pogodę. Pozwolił Napoleonowi się wyszaleć i przegrać. Ten bóg wojny w pół roku stracił 90% stanu swojej armii. Z cesarskiej 50 tysięcznej gwardii do Francji wróciło kilkuset dzielnych Francuzów. Katastrofa.
Nawet jak naślą do Polski swoją agenturę i zrobią z niej polski rząd – nie wygrają. Nawet jak wydrenują nam pieniądze Lidlami, jak zlikwidują polskie stocznie, obłożą opłatami klimatycznymi, jak napiszą nam podręczniki do historii, to i tak nie zorganizują nas po niemiecku.
Napoleon jest zatem raczej symbolem durnia, który koncertowo przegrał. Kimś, kto w żadnym przypadku nie może nikogo uczyć jak wygrywać. Ale mit zwycięskiego Napoleona tkwi w naszej narodowej mitologii, podobnie jak współczesny mit doskonałej gospodarki niemieckiej oraz mit Niemca, jako geniusza dobrej organizacji. Mit wzoru do naśladowania.
Tymczasem jak uczy historia, Polacy z Niemcami na gruncie intelektualnym przeważnie wygrywają. Przegrali z nami Krzyżacy, przegrał Bismarck, przegrał Hitler. Niemcy mogą Polskę podbić jedynie czołgami i bombami. Mordem i przemocą. Nigdy intelektem. Nawet jak naślą do Polski swoją agenturę i zrobią z niej polski rząd – nie wygrają. Nawet jak wydrenują nam pieniądze Lidlami, jak zlikwidują polskie stocznie, obłożą opłatami klimatycznymi, jak napiszą nam podręczniki do historii, to i tak nie zorganizują nas po niemiecku. Nie zorganizują nas, bo w swoim działaniu opierają się na trzech błędnych założeniach. Wyższości niemieckiej rasy, wiary, że są narodem filozofów, którzy najlepiej diagnozują rzeczywistość i na przeświadczeniu o wyższości protestantyzmu nad katolicyzmem.
Tymczasem jako dowodzi praktyka sami sobie zlikwidowali przemysł motoryzacyjny, zrujnowali energetykę i ulepszyli rasę wilkommenami i muzułmanami. Na koniec wypowiedzieli wojnę Ameryce, choć produkują 50 czołgów rocznie i nie bardzo rozumieją czym jest internet.
Posłuchaj felietonu w wersji audio
Subskrybuj w swoim ulubionym odtwarzaczu podcastów, aby nie przegapić kolejnych felietonów!
Polecam także uwadze w całości wykład prof. Grzegorza Kucharczyka, specjalisty w dziedzinie myśli politycznej Niemiec XIX i XX wieku.